Donald Trump w najnowszej wypowiedzi nie tylko uderzył w sojuszników z NATO za brak zaangażowania w odblokowanie cieśniny Ormuz. Jednocześnie dorzucił wątek, który na kilka miesięcy zniknął z nagłówków gazet. Grenlandia znów wraca na radar. Co za tym idzie, inwestorzy mogą znów martwić się o przyszłość relacji handlowych z Europą.
Choć z jednej strony USA zdjęło sankcje z załądowanej na statki irańskiej ropy, co może wesprzeć korektę cen czarnego złota – napięcia na Bliskim Wschodzie nadal eskalują. Izrael zapowiedział eskalację militarnych ataków w przyszłym tygodniu, a rynki mogą znów martwić się tarciami na osi Londyn-Bruksela-Waszyngton.
W perspektywie USA sytuacja wygląda tak: jeśli Europa nie chce pomóc w zabezpieczeniu jednego z najważniejszych szlaków energetycznych świata, Stany Zjednoczone mogą zacząć redefiniować swoje priorytety bezpieczeństwa. A to oznacza powrót do koncepcji przejęcia kontroli nad strategicznymi punktami, które Waszyngton uznaje za kluczowe.
„To bardzo proste”: presja w stylu Trumpa
Trump przekonuje, że odblokowanie cieśniny Ormuz to operacja „łatwa, szybka i bezpieczna”. W jego ocenie brak działania ze strony NATO nie wynika z ograniczeń militarnych, ale braku woli politycznej. Padają oskarżenia o unikanie odpowiedzialności, a ton wypowiedzi nie pozostawia złudzeń co do frustracji Białego Domu.
Jednocześnie prezydent sugeruje, że konflikt z Iranem jest w dużej mierze rozstrzygnięty na korzyść USA i Izraela. To ważny sygnał, bo wpisuje się w próbę zbudowania presji: skoro „najgorsze już za nami”… Tym bardziej niezrozumiała ma być bierność sojuszników.
Rachunek wystawiony Europie
Najmocniejszy element tej wypowiedzi to jednak nie geopolityka, lecz finanse. Trump wraca do dobrze znanego argumentu: Stany Zjednoczone przez dekady finansowały NATO, nie otrzymując adekwatnego zwrotu. Teraz, w jego ocenie, przyszedł moment rozliczenia. Europa ma „oddać dług”, w taki czy inny sposób. To twarda, niemal transakcyjna logika relacji sojuszniczych i nie wydaje się mieć pełnego pokryta w rzeczywistości. Europa przez dekady była największym klientem na amerykański sprzęt wojskowy, wspierając przemysł po drugiej stronie Atlantyku.
Mimo to brak wsparcia przy operacji w rejonie Ormuzu staje się dla Waszyngtonu symbolem szerszego problemu. NATO, które nie angażuje się w kluczowym momencie, traci swoją wartość jako realny sojusz wojskowy. Trump przypomina też o odbudowie potencjału militarnego USA w trakcie swojej pierwszej kadencji i jasno sygnalizuje, że jest gotów wykorzystać tę siłę „w pełnym zakresie”. Co istotne, nie precyzuje formy działania. To pozostawia szerokie pole interpretacji, od presji politycznej po działania militarne. Napięcia mogą dotyczyć dziś także Morza Czerwonego i Cieśniny Bab Al Mandab.
Przywódcy europejscy koncentrują się na ograniczeniu eskalacji i unikaniu bezpośredniego wciągnięcia w konflikt, który nie ma jasnego scenariusza zakończenia. To podejście jest zrozumiałe z politycznego punktu widzenia. Cieśnina Ormuz pozostaje kluczowym wąskim gardłem globalnego handlu ropą, a każdy dzień niepewności podbija napięcie. Wypowiedź Trumpa to jasny sygnał, że relacje transatlantyckie wchodzą w fazę otwartego testu. Z jednej strony mamy USA, które oczekują konkretnego zaangażowania i są gotowe działać jednostronnie. Z drugiej Europę, która stawia na ostrożność i dyplomację.