Amerykańskie giełdy od tygodni biją kolejne rekordy, jednak coraz więcej inwestorów zaczyna obawiać się nadchodzącego załamania. Rosnące ceny ropy, niepewność gospodarcza i napięcia geopolityczne sprawiają, że pytanie o zbliżający się krach wraca jak bumerang. Eksperci zwracają jednak uwagę, że historia rynków daje inwestorom jedną bardzo ważną lekcję, o której wielu zapomina w czasie paniki.
Panika podczas spadków kosztuje inwestorów miliony
Gdy na giełdzie pojawiają się większe spadki, wielu inwestorów indywidualnych podejmuje decyzje pod wpływem emocji. Sprzedają akcje, obawiając się dalszych strat i licząc na powrót na rynek w lepszym momencie.
Dane historyczne pokazują jednak, że taka strategia bardzo często prowadzi do gorszych wyników niż zwykłe długoterminowe inwestowanie. Największym problemem okazuje się błędne wyczucie momentu sprzedaży i ponownego zakupu.
Badania firmy analitycznej DALBAR wskazują, że w latach 2001–2020 przeciętny inwestor osiągał średnio około 2,8% zysku rocznie. Z kolei indeks S&P 500 w tym samym okresie rósł średnio o 7,5% rocznie. Różnica wynikała głównie z emocjonalnych decyzji podejmowanych podczas korekt.
Zobacz też: AI zaliczyło zbiorowy nokaut. Z rynku chipów wyparował ponad bilion dolarów
Nawet eksperci nie potrafią przewidzieć rynku
Prognozowanie giełdowych krachów od lat pozostaje jednym z największych wyzwań świata finansów. Mimo rozbudowanych modeli ekonomicznych nawet największe instytucje regularnie mijają się z rzeczywistością.
Dobrym przykładem była prognoza Deutsche Bank z 2023 roku, która zakładała niemal pewną recesję w Stanach Zjednoczonych. Ostatecznie gospodarka uniknęła takiego scenariusza, a indeks S&P 500 zakończył rok wzrostem sięgającym blisko 25%.
To pokazuje, że idealne wyczucie momentu wyjścia z rynku jest praktycznie niemożliwe. Korekty i bessy są naturalnym elementem cyklu giełdowego, jednak ich dokładny termin pozostaje ogromną niewiadomą.
Czas nadal pozostaje największym sprzymierzeńcem inwestorów
Historia amerykańskiej giełdy pokazuje, że nawet najpoważniejsze kryzysy z czasem ustępowały miejsca nowym rekordom. Od początku XXI wieku indeks S&P 500 wzrósł o ponad 740%, mimo że po drodze inwestorzy przeżyli pęknięcie bańki internetowej, kryzys finansowy z 2008 roku, pandemię COVID-19 i liczne korekty.
Każdy z tych okresów wywoływał ogromny strach na rynku. Mimo to osoby, które utrzymały swoje inwestycje przez wiele lat, historycznie osiągały znacznie lepsze wyniki niż ci, którzy próbowali przewidzieć kolejne szczyty i dołki.
Podobną zależność można zauważyć również na rynku kryptowalut. Bitcoin wielokrotnie tracił ponad 70% swojej wartości, jednak za każdym razem wracał do wzrostów i ustanawiał nowe historyczne maksima. Oczywiście nie oznacza to braku ryzyka, jednak długoterminowe podejście wielokrotnie okazywało się skuteczniejsze niż inwestowanie pod wpływem chwilowych emocji.
W obliczu rosnącej niepewności związanej z inflacją, światową gospodarką i napięciami geopolitycznymi ta lekcja ponownie nabiera znaczenia. Historia pokazuje bowiem, że cierpliwość często okazuje się jedną z najcenniejszych cech inwestora.
Może Cię zainteresować: ChatGPT ma stać się superaplikacją. OpenAI szykuje największą zmianę przed wejściem na giełdę