Chamenei… inwestorem giełdowym? Citi, JPMorgan celem śledztwa ws. finansów władcy Iranu

Któż mógłby spodziewać się, że Modżtaba Chamenei, najwyższy przywódca duchowo-polityczny (rahbar) Iranu, prócz kariery szyickiego duchowego oraz polityka w biurze swego ojca, realizował się także jako aktywny inwestor – z ekspozycją ukierunkowaną na ofertę amerykańskich banków. A tak właśnie wynika z informacji, w myśl których Departament Sprawiedliwości USA wszczęło śledztwo, w ramach którego banki JPMorgan Chase oraz Citigroup podejrzewane są o udział w tworzeniu i obsłudze globalnego portfela inwestycyjnego Chameneiego juniora.

Śledztwo ma koncentrować się na podejrzeniach prania brudnych pieniędzy i zjawisk korupcyjnych korupcji, w tle których majaczy oczywiście nieprzestrzeganie nałożonych na Iran sankcji finansowych. Federalnych prokuratorów mają w szczególności interesować transakcje pomiędzy firmami powiązanymi z Chameneim (tj. de facto najprawdopodobniej do niego należącymi, ale zarejestrowanymi na tzw. słupy) a amerykańskimi instytucjami finansowymi. Badane są operacje obejmujące sieć pośredników, offshore’owych spółek-wydmuszek oraz luksusowych nieruchomości, rzekomo finansowanych z irańskich przychodów z eksportu ropy, notabene także odbywającego się z naruszeniem reżimu sankcyjnego i z szerokim wykorzystaniem tzw. floty cieni.

Warto zauważyć, że sam Chamenei już od 2019 roku objęty jest amerykańskimi sankcjami, co teoretycznie powinno uniemożliwiać mu jakąkolwiek działalność finansową na terenie Stanów Zjednoczonych. Jak jednak podejrzewają śledczy, w praktyce obecny rahbar sankcje w finezyjny sposób omijał, a pomagać mu w tym miała właśnie pomoc i oferta ze strony banków z Wall Street. Żeby było zabawniej, Modżtaba miał łamać tutaj nie tylko prawo amerykańskie, ale też irańskie. Przepisy Republiki Islamskiej zawierają bowiem szereg surowych restrykcji na możliwość inwestowania przez obywateli na zachodnich giełdach, gromadzenia przez nich aktywów poza granicami kraju czy udziału kapitału zagranicznego w inwestycjach w samym Iranie.

W praktyce jednak te restrykcje dotyczyć mają wyłącznie szarych obywateli. W odniesieniu do członków elity pozostają one wyłącznie na papierze. Członkowie najwyższych sfer władzy w Iranie od dekad publicznie potępiają Stany Zjednoczone jako Wielkiego Szatana – jednocześnie po cichu transferując tam kapitał, kupując nieruchomości i wysyłając dzieci na zachodnie uniwersytety. Oficjalna gromka retoryka antyamerykańska, wylewająca się z meczetów i państwowej telewizji, nie przeszkadza jej autorom w pomnażaniu prywatnych fortun na Wall Street ani też w parkowaniu środków w zachodnich instytucjach finansowych, wliczając Citi i JPMorgan, jak i brytyjskim i emirackim sektorze nieruchomości czy bankach w ZEA, Szwajcarii i Liechtensteinie.

W tym kontekście za ujmujące można uznać zaufanie, jakie Modżtaba Chamenei – potencjalnie uważany za bardziej radykalnego od swojego ojca, a może nawet i Ruhollaha Chomeiniego, założyciela Republiki Islamskiej – okazywał Wielkiemu Szatanowi, powierzając swoje fundusze jego bankom.

Zginął Chamenei, niech żyje Chamenei

Modżtaba Chamenei objął urząd najwyższego przywódcy Iranu 8 marca b.r., zaledwie tydzień po śmierci swojego ojca, ajatollaha Alego Chameneiego, a także żony i reszty rodziny w wyniku amerykańsko-izraelskiego nalotu. Sam miał przeżyć atak, ale odnieść ciężkie obrażenia twarzy i nóg. Jego dokonany in absentia wybór na nowego rahbara, dokonany przez Zgromadzenie Ekspertów w atmosferze chaosu wojennego, miał nastąpić pod wpływem intensywnego nacisku, a wręcz wymuszenia przez Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (Sepah-e Pasdaran). Ten ostatni miał przy tym nie przebierać w środkach (wedle dostępnych pogłosek posuwając się m.in. do zastraszania rodzin członków Zgromadzenia czy „nieregularności” proceduralnych).

Od momentu swojego wyniesienia do godności przywódcy Modżtaba ani razu nie pojawił się publicznie. Nie opublikowano nawet materiału wideo z jego udziałem, zaś pojawiające się z rzadka, przypisywane mu oświadczenia odczytywano z kartki, bez żadnej możliwości zweryfikowania, czy rzeczywiście wyszły spod jego pióra. Z opinii krążących w zachodnich kręgach wywiadowczych wynikać ma, że Chamenei ukrywa się w nieujawnionym miejscu, niemal zupełnie odcięty od świata zewnętrznego, komunikując się z irańskimi władzami wyłącznie poprzez sieć zaufanych kurierów. Ta izolacja miała zapobiec powtórzeniu losu jego ojca, choć zauważa się też, że sytuacja taka jest niezmiernie, i zastanawiająco wygodna dla kręgów związanych z Pasdaranem.

Trwają bowiem niekończące się spekulacje, czy Modżtaba Chamenei faktycznie sprawuje realną władzę, czy też pełni wyłącznie rolę marionetki w rękach dowództwa Korpusu Strażników Rewolucji. Hipotezy zakładają, że może on znajdować się w śpiączce, być okaleczony w stopniu wykluczającym funkcjonowanie, przebywać w nałożonym przez Pasdaran areszcie domowym, lub też po prostu być martwy. Nie pojawił się on publicznie mimo zawarcia układu pokojowego, zaś oficjele irańskiego rządu przyznają, że nie mają kontaktu ze swym nominalnym zwierzchnikiem. Jedynie prezydentowi Masudowi Pezeszkianowi miało się udać, po tygodniach zabiegów, raz spotkać z Modżtabą – choć także i tu brak jakiegokolwiek potwierdzenia prócz deklaracji medialnych.

Mając to na względzie, Chamenei w ten czy inny sposób nie ma najpewniej obecnie głowy do zarządzania swym portfolio inwestycyjnym. Nie znaczy to, że czynił tego w całkiem niedawnej przeszłości, z wydatną pomocą prominentnych banków na tak znienawidzonym przez siebie zachodzie.