Bank of America: „Te akcje są okazją”. Skorzystają ze wzrostu inflacji?

W momencie, gdy indeks S&P 500 traci równowagę pod naporem drożejącej ropy i rosnących obaw o inflację, Michael Hartnett z Bank of America wskazuje kierunek, który dla wielu inwestorów może brzmieć zaskakująco. Jego zdaniem to akcje spółek konsumenckich, szczególnie tych skierowanych do mniej zamożnych klientów, oferują dziś najciekawsze okazje inwestycyjne.

To naprawdę odważna teza w otoczeniu, w którym ceny energii rosną do poziomów niewidzianych od lat. Rynek coraz poważniej bierze pod uwagę scenariusz stagflacji i widzi gospodarkę w kształcie litery 'K’… W której spółki z ekspozycją na uboższego klienta znajdują się w trudnym położeniu. Hartnett przekonuje jednak, że właśnie ten pesymizm został już w dużej mierze zdyskontowany w wycenach.

Przykłady spółek konsumenckich to m.in. Pepsico, Walmart, Coca-Cola, Costco, Monster Beverage, czy Procter & Gamble. W Polsce taką rolę pełnić mogłyby m.in. Dino Polska, Zabka Group, Auto Partner, Iner Cars, Modivo, czy Wawel. Skoro w USA strukturalne tło miałoby to zadziałać – dlaczego nie w Polsce? Jednak na krajowym rynku większym ryzykiem jest bardziej odczuwalny wzrost cen paliw i gazu. To może uczynić konsumenta mniej odpornym, niż za oceanem.

Konsument pod presją, ale rynek już to „wycenił”

W ostatnich miesiącach narracja wokół konsumenta była jednoznaczna. Wyższe koszty życia, drogie kredyty i presja inflacyjna miały uderzyć w wydatki gospodarstw domowych, szczególnie tych o niższych dochodach. Hartnett patrzy na to inaczej. Jego zdaniem to właśnie ten segment rynku jest dziś najbardziej nielubiany przez inwestorów, a tym samym potencjalnie niedowartościowany.

Spółki konsumenckie w dużej mierze uwzględniły już scenariusz stagflacyjny, co z punktu widzenia krótkoterminowego tradingu tworzy atrakcyjny punkt wejścia. To wygląda oczywiście na klasyczne podejście kontrariańskie. Kupować tam, gdzie sentyment jest najgorszy. Jednak wymaga ono cierpliwości i odporności na zmienność, której w najbliższym czasie raczej nie zabraknie.

Ropa komplikuje scenariusz dla Fed i rynku akcji

Wzrost cen ropy może mieć jeszcze jeden istotny efekt. Według Hartnetta droższa energia może opóźnić moment, w którym Rezerwa Federalna zdecyduje się na obniżki stóp procentowych.

To z kolei oznacza, że rynek akcji może najpierw przejść przez kolejną falę spadków, zanim pojawi się wsparcie ze strony polityki monetarnej. W jego ocenie poziom około 6600 punktów na S&P 500 mógłby stanowić bardziej atrakcyjny moment do budowania pozycji.

To spojrzenie wpisuje się w coraz popularniejszą tezę, że rynek zbyt szybko zakłada powrót do łagodnej polityki pieniężnej. Tym razem banki centralne mogą działać wolniej, szczególnie jeśli inflacja pozostanie uporczywie wysoka.

Bank of America ostrzegł przed spadkami giełdowych indeksów marcu. Pisaliśmy o tym tutaj:

https://bithub.pl/gieldy/czarny-poniedzialek-na-wall-street-bank-of-america-ostrzega-fundusze-cta-moga-zatopic-rynek/

Koniec ery drukarki? Rynek może się rozczarować

Hartnett zwraca uwagę na coś, co przez lata było fundamentem zachowania inwestorów. Wiara w to, że banki centralne zawsze przyjdą z pomocą w momentach rynkowych turbulencji. Określa obecne pokolenie uczestników rynku mianem „Gen QE”, czyli inwestorów wychowanych w erze luzowania ilościowego i taniego pieniądza. Problem polega na tym, że to przekonanie może w pewnym momencie zostać zakwestionowane.

Jeśli rynek najpierw doświadczy głębszej korekty bez natychmiastowej reakcji Fed, może to być moment przełomowy. Dopiero wtedy, gdy oczekiwania wobec szybkiej interwencji „pękną”, bank centralny może zdecydować się na działanie.

Długoterminowo: surowce i rynki poza USA

W dłuższym horyzoncie Hartnett pozostaje relatywnie spokojny. Jego zdaniem prawdziwe strukturalne trendy tej dekady to rynki międzynarodowe oraz surowce. To podejście zakłada, że inflacyjne otoczenie lat 20. XXI wieku sprzyja aktywom realnym i regionom poza Stanami Zjednoczonymi. Jednocześnie odrzuca scenariusze dalszych podwyżek stóp procentowych jako mało realne w obecnym kontekście.

Całość układa się w dość wymagający obraz dla inwestorów. Krótkoterminowo rynek może jeszcze spaść, a zmienność pozostanie wysoka. Ale właśnie w takich warunkach, zdaniem Hartnetta, pojawiają się najlepsze okazje. Trzeba tylko wiedzieć, gdzie ich szukać i mieć odwagę działać wbrew dominującemu nastrojowi. Rynki z ekspozycją na uboższego konsumenta mogą skorzystać z inflacji oraz niskich wycen.