Chiny podejmują usilne próby ustabilizowania swojego sektora finansowego. Z początkiem tego tygodnia pekińskie Ministerstwo Finansów przeprowadziło największą od co najmniej dwóch dekad operację „dokapitalizowania” (jak dyplomatycznie określa się tzw. socjal dla korporacji) tegoż sektora. Do ośmiu państwowych instytucji przetransferowano z publicznych środków 360 miliardów juanów – równowartość 54 miliardów dolarów. Ma to zapobiec coraz ostrzejszemu kryzysowi płynności, który ma tam miejsce. Na próżno. Kwota, choć imponująca, okazała się i tak mniejsza niż oczekiwania rynku. W rezultacie notowania największych chińskich banków i ubezpieczycieli poszybowały w dół.
Pakiet ratunkowy dla chińskiego sektora finansów objął 35 miliardów juanów dla China Life Insurance, 30 miliardów dla Export-Import Bank of China, 7 miliardów dla China Taiping Insurance Group oraz 3 miliardy dla China Reinsurance. Dodatkowo Agricultural Bank of China pozyska do 160 miliardów juanów, zaś Industrial and Commercial Bank of China (ICBC) – do 100 miliardów poprzez prywatne emisje akcji. Tyle, że akcje emisyjne będą z góry ustawione. W skład grona inwestorów wejdą bowiem Ministerstwo Finansów oraz China National Tobacco Corporation, co w efekcie także sprowadza się po prostu do transferu publicznych pieniędzy. Tyle, że pod płaszczykiem inwestycji, zamiast ogłoszonej wprost subwencji.
To już druga podobna runda wsparcia w krótkim czasie – w przeciągu 2025 roku Chiny przetransferowały 500 miliardów juanów do czterech największych banków komercyjnych. Z kolei w marcu b.r. obiecano emisję obligacji skarbowych wartych 300 miliardów juanów, właśnie na cel „rekapitalizacji”. W toku najnowszej, tegotygodniowej rundy mechanizm jest nieco inny – obligacje specjalne trafiają teraz bezpośrednio do banków i ubezpieczycieli, co stanowi pewne novum w architekturze chińskiego rynku finansów – istota jednak sprowadza się do tego samego. Mianowicie, Komunistyczna Partia Chin usiłuje zasypać pieniędzmi strukturalny problem, jaki trawi ten właśnie rynek.
A inwestorzy na to…
Pierwsze reakcje rynku dość boleśnie zweryfikowały nadzieje Partii. W pierwszej sesji po ogłoszeniu Agricultural Bank of China stracił na giełdzie w Hongkongu 2,7% swej wyceny, ICBC zanotował spadki notowań o 2,3%, China Taiping zniżkował o blisko 4%, zaś China Life oraz People’s Insurance Company of China – po 2%. Zupełnie jakby inwestorzy nie byli przekonani, że problemy sektora faktycznie uda się chińskim władzom rozwiązać. I reagują w ten sposób nie bez powodu: pomimo ogromnego zastrzyku kapitału, perspektywa rozwodnienia akcjonariatu, utrzymująca się presja na marże netto odsetkowe (NIM) oraz fundamentalny brak popytu na nowy kredyt sprawiają, że sektor zmierza ku regresji rentowności, a nie jej odbudowie.
Co nieco ironiczne, za ten stan rzeczy odpowiada z kolei przede wszystkim polityka narzucana prze Pekin – który usiłuje teraz zwalczać brzemienne w skutki efekty swych własnych decyzji. Nadal zresztą chińskie władze z jednej strony zmuszają banki do utrzymywania niskich stóp procentowych, w celu ratowania zadłużonych deweloperów (których seria spektakularnych bankructw mogłaby zepchnąć całe Chiny w otchłań kryzysu). Z drugiej jednak strony – domagają się zwiększenia dostępności kredytu w gospodarce, która notuje najwolniejszy wzrost od dekad. Koszty ten polityki każą zaś absorbować instytucjom finansowym, które na papierze dysponują przecież ogromnymi aktywami.
Chiny grzęzną na partyjnej „kotwicy”
W rezultacie państwowe banki, zmuszane do finansowania nieopłacalnych projektów – często kierując się przy decyzjach kredytowych czynnikami zgoła pozaekonomicznymi, jak również nagminną i mającą tam miejsce na masową skalę korupcją – nagromadziły ogromne portfele toksycznych kredytów. Z kolei w branży ubezpieczeniowej wskaźnik wypłacalności spadł z 204,5% pod koniec 2025 r. do zaledwie 180,6% w drugim kwartale 2026 r. – a to przy regulacyjnym minimum na poziomie 100%. Niskie stopy procentowe dodatkowo nadwyrężyły rentowność ubezpieczycieli, zmniejszając zwroty z inwestycji i zmuszając mniejsze podmioty do walki o przetrwanie.
Jak się zatem wydaje, dokapitalizowanie ma zatem przede wszystkim zapobiec systemowemu załamaniu, a nie stymulować wzrost – co zaznaczają obserwatorzy, wskazując, że realnym ograniczeniem dla akcji kredytowej nie jest brak kapitału, lecz słaby popyt na kredyt w osłabionej gospodarce. To ostatnie z kolei jest zaś logicznym skutkiem nagromadzenia się ogromnej bańki spekulacyjnej na rynku nieruchomości. Na kolejne kredyty hipoteczne po prostu brak chętnych, gdy gigantyczne puste osiedla, tzw. miasta duchów, straszą opustoszałe, zaś inwestorzy uciekają od inwestycji na tym rynku jak najdalej. Kolejne zastrzyki finansowe nie rozwiążą zaś fundamentalnego problemu, jakim jest polityczne sterowanie alokacją kapitału.
Ale na to widoków na zmiany raczej nie ma. Przynajmniej tak długo, jak Chiny pozostają pod rządami Xi Jinpinga, który stawia zachowanie absolutnej władzy partii komunistycznej poza jakiejkolwiek względy ekonomiczne.