ETS2 uderzy w rachunki Polaków. Szokujący raport Bertelsmann Stifung: o tyle wzrosną ceny ogrzewania. Kryzys?

Debata o ETS2 w Polsce często zaczyna się od emocji i trudno się dziwić. W tym przypadku mają one potwierdzenie w faktach. Dane pokazują jasno, że Polska znajdzie się niedługo w centrum problemu, który Unia Europejska próbuje rozwiązać… I który sama wymyśliła. Jak dowiemy się zaraz, pod pretekstem zielonej transformacji, unijni dygniatrze stworzyli system … Karmiący ich samych, kosztem mniejszych członków Unii Europejskiej.

Przypomnijmy, że system handlu emisjami ETS2 ma wejść w życie dokładnie 1 stycznia 2027 roku. W przypadku Polski, możliwe jest przesunięcie wdrożenia systemu do 1 stycznia 2028 roku… Jeśli ceny energii w tym roku ukształtują się na zbyt wysokich poziomach. System obejmie transport i ogrzewanie budynków, co wpłynie na ceny paliw i energii. Data kolejnych wyborów parlamentarnych to jesień 2027 roku. Wierzmymy, że prezydent Karol Nawrocki prawdopodobnie zawetuje przepisy ETS2 i w najgorszym przypadku opóźni wdrożenie.

Samo rozwiązanie stworzono w sposób, by było jak najbardziej dotkliwe dal tych, którzy nie podporządkują się idei 'zielonej Europy’. Emisje z budynków mieszkalnych są w UE rozłożone skrajnie nierówno. Nie ma złudzeń. System został zaprojektowany tak, by nagradzać najbogatsze kraje UE, zwłaszcza Niemcy. Potwierdza to poniższa grafika.

W artykule dowiemy się, co ETS2 oznacza dla cen gazu, gospodarstw domowych i budżetu państwa polskiego wg. dogłębnej analizy niemieckiego Bertelsmann Stiftung ze stycznia 2026.

Źródło: Bertelsmann Stifung

Polski problem?

Cztery państwa Unii Europejskiej: Niemcy, Francja, Włochy i Polska odpowiadają łącznie za około dwie trzecie całkowitych emisji z sektora mieszkaniowego. Oznacza to, że bez realnych redukcji w tych krajach neutralność klimatyczna UE pozostaje abstrakcją. Polska jest w tej grupie przypadkiem szczególnym. Z jednej strony jest dużym emitentem w ujęciu absolutnym… Ale do tego charakteryzuje się bardzo wysoką emisyjnością budynków w przeliczeniu na metr kwadratowy.

Źródło: Bertelsmann Stifung

Średnia emisja w polskim zasobie mieszkaniowym wynosi ok. 33 g CO2 e/m2, co plasuje Polskę na poziomie Luksemburga i Irlandii. Różnica polega na przyczynach. W krajach bogatych to efekt wysokiej konsumpcji energii, a w Polsce raczej strukturalnego uzależnienia od węgla, innej efektywności energetycznej i niewielkiej skali modernizacji budynków. Jeszcze bardziej problematyczna jest dynamika zmian.

Otóż między 2005 a 2023 rokiem emisje z budynków w UE spadły średnio o 37%, ale w Polsce redukcja wyniosła jedynie ok. 20%. to znaczny spadek, ale nadal wyraźnie poniżej średniej. Dla porównania: Francja w tym samym okresie zmniejszyła emisje o połowę, a Szwecja aż o 72%. Oznacza to, że Polska nie tylko startuje z wysokiego poziomu, ale też dogania resztę Europy z opóźnieniem.

To właśnie ten punkt wyjścia tłumaczy, dlaczego skutki ETS2 w Polsce są tak odmienne od tych w Europie Zachodniej. Mechanizm jest „antypolski”, ponieważ struktura ogrzewania i budynków w Polsce jest obiektywnie bardziej emisyjna i mniej odporna na wzrost cen energii.

ETS2 i wpływ na ceny energii w Polsce

ETS2, czyli system handlu uprawnieniami do emisji CO₂ dla sektora budynków i transportu, wprowadza w całej UE dodatkowy koszt węglowy w cenach paliw wykorzystywanych w gospodarstwach domowych. W krajach, które już mają krajowe ceny CO2, takich jak Niemcy, Francja czy Skandynawia, efekt jest minimalny, neutralny, lub nawet dodatni. Dla Polski sytuacja jest niekorzystna.

Polska nie wprowadziła wcześniej znaczącej krajowej ceny emisji dwutlenku węgla dla ogrzewania, a system ogrzewania w dużym stopniu opiera się na węglu i gazie… Przy wielu starych, nieefektywnych budynkach. Dane mówią same za siebie. Przy umiarkowanej cenie ETS2 wynoszącej 60 EUR/t dwutlenku węgla, przewidywane zmiany cen paliw w Polsce to:

  • gaz +17%,
  • olej opałowy +19%,
  • węgiel +42% (!)

Dla typowego gospodarstwa domowego ogrzewającego się węglem oznacza to ok. 500 EUR rocznie dodatkowych kosztów. W przypadku gospodarstw gazowych wzrost jest mniejszy… Ale nadal dotkliwy, bo ok. kilkaset złotych rocznie. A wciąż mówimy tu o raczej 'scenariuszu minimum’, ponieważ ostatecznego wpływu na ceny nikt nie zna i musimy opierać się na szacunkach. W tym przypadku na szacunkach niemieckiego Bertelsmann.

Źródło: Bertelsmann Stifung

Gaz wzrośnie o nawet 100%?

Przy hipotetycznym scenariuszu wysokiej ceny ETS2 rzędu 180 EUR/t CO₂, ceny gazu mogą wzrosnąć nawet do 100% w niektórych regionach. Dla węgla w centralnej Polsce wzrost kosztów ogrzewania może wynosić ponad 1 000 EUR rocznie dla najbardziej dotkniętych gospodarstw.

Co istotne, gaz w Polsce jest paliwem dominującym w wielu regionach, szczególnie w miastach i na obszarach o średnim i wyższym dochodzie, a jego użycie pozostaje bardziej stabilne niż węgla. Z tego powodu efekty ETS2 na gospodarstwa gazowe są umiarkowane.

W dużej mierze absorbują je już istniejące subsydia i programy wsparcia. W praktyce oznacza to, że średnia polska rodzina ogrzewająca dom gazem odczuje podwyżkę, ale nie dramatyczny szok finansowy, natomiast gospodarstwa węglowe – szczególnie w centralnej i wschodniej Polsce… Zostaną mocno dotknięte.

W tym kontekście ETS2 w Polsce nie jest problemem samym w sobie dla gazu. Raczej uwypukla nierówną strukturę rynku ogrzewania i wskazuje, które grupy są najbardziej wrażliwe. Kluczową rolę odgrywa także kwestia, jak państwo zdecyduje się kompensować lub amortyzować wzrost cen paliw… Co z pewnością stanie się tematem debaty w kolejnych latach. Przypomnijmy, że deficyt Polski już jest ogromny a potrzeby inwestycji w obronność – rekordowe. W takich warunakch pompowanie długu, w celu obsłużenia 'unijnej grupy interesów’ brzmi jak schemat 'rodem z ZSRR’.

Źródło: Bertelsmann Stifung

Kto w Polsce faktycznie zapłaci za ETS2?

Aby zrozumieć realny wpływ ETS2 w Polsce, nie wystarczy patrzeć na średnie krajowe. Kluczowe są różnice dochodowe, struktura budownictwa oraz geografia ogrzewania. Dane Bertelsman jasno pokazują, że ETS2 w Polsce działa silnie nierówno. I to zarówno między regionami, jak i między grupami społecznymi. Średnio gospodarstwa domowe korzystające z paliw kopalnych w UE wydają na ogrzewanie około 1 500 EUR rocznie (ok. 6500 złotych).

W Polsce poziom ten jest zbliżony do średniej UE w ujęciu nominalnym, ale zasadniczo różni się w relacji do dochodów. Polskie gospodarstwa domowe wydają przeciętnie ok. 6,8% swojego dochodu rozporządzalnego na ogrzewanie. To plasuje Polskę wśród krajów o najwyższym obciążeniu dochodowym w UE: obok Słowacji i Bułgarii. Dla porównania, w krajach Europy Zachodniej ten udział jest wyraźnie niższy, często poniżej 4%.

Źródło: Bertelsmann Stifung
Źródło: Bertelsmann Stifung

Ubóstwo energetyczne

Najsilniej dotknięta grupa to 10% gospodarstw o najwyższym wzroście kosztów, obejmująca ok. 10 mln gospodarstw w całej UE, z czego znaczna część znajduje się w Polsce. W tej grupie dodatkowe koszty ogrzewania są trzykrotnie wyższe od średniej. I to zarówno w wartościach bezwzględnych, jak i w relacji do dochodu.

Są to gospodarstwa o określonych cechach: niskie lub średnio-niskie dochody, domy jednorodzinne lub dwurodzinne, duża powierzchnia do ogrzania… Oraz niska tzw. 'efektywność energetyczna budynku’ oraz wysoki udział osób starszych. Geograficznie koszty ETS2 w Polsce koncentrują się bardzo wyraźnie.

Przy cenie 60 EUR za tonę CO2 różnice regionalne sięgają od kilkuset euro rocznie do ponad 570 EUR w regionach wokół Warszawy i w centralnej Polsce. Przy wysokiej cenie 180 EUR/t CO₂ aż 44% polskich gospodarstw korzystających z paliw kopalnych doświadcza wzrostu kosztów przekraczającego 1 000 EUR rocznie. To poziom, który dla wielu rodzin oznacza realne ryzyko ubóstwa energetycznego.

Co ważne, problem nie dotyczy większości społeczeństwa równomiernie. W wielu regionach zachodniej i północnej Polski skutki ETS2 są umiarkowane. Natomiast wschodnia i centralna Polska tworzą wyraźne „hot spoty” kosztowe, gdzie kumulują się niskie dochody, węgiel jako paliwo i słaba jakość budynków. To właśnie tam ETS2 staje się nie tyle instrumentem klimatycznym, co problemem społecznym i politycznym, który bez odpowiedniej reakcji państwa – może zdominować całą debatę o transformacji.

Źródło: Bertelsmann Stifung

Budżet państwa, czyli ile Polska zamortyzuje?

Kluczowe pytanie w polskiej debacie o ETS2 brzmi: czy państwo może przejąć na siebie koszt wzrostu cen ogrzewania i ochronić gospodarstwa domowe? Dane z analizy pokazują, że odpowiedź brzmi: tak… Ale tylko do pewnego momentu. Mechanizm amortyzacji istnieje, jednak jego skuteczność jest ograniczona skalą, czasem i warunkami instytucjonalnymi.

Podstawowym narzędziem łagodzenia skutków ETS2 jest Social Climate Fund (SCF), który w latach 2026 – 2032 dysponuje pulą do 65 mld EUR na poziomie UE. Środki te są dzielone według algorytmu uwzględniającego liczbę gospodarstw najbardziej dotkniętych ETS2.

W ujęciu absolutnym Polska jest największym beneficjentem SCF, obok Francji, Włoch, Hiszpanii i Rumunii. To oznacza, że Polska ma relatywnie duże pole manewru w pierwszych latach funkcjonowania ETS2. Przy umiarkowanej cenie ETS2 60 EUR za tone dwutlemku węgla, dostępne środki (zarówno z SCF, jak i z krajowych wpływów z aukcji ETS2) … W teorii wystarczają, aby w pełni skompensować dodatkowe koszty ogrzewania dla 10% najbardziej dotkniętych gospodarstw domowych.

Jest to kluczowy wniosek: w początkowej fazie ETS2 problem nie jest stricte finansowy, lecz organizacyjny i polityczny. Chodzi o to, czy państwo potrafi skutecznie zidentyfikować i wesprzeć najbardziej narażone gospodarstwa.

Źródło: Bertelsmann Stifung

Teoria kontra praktyka

Sytuacja zmienia się radykalnie przy wyższych cenach CO2. SCF ma charakter limitowany i nie skaluje się wraz z ceną uprawnień. Przy scenariuszu 180 EUR za tonę dwutlenku węgla dodatkowe koszty ogrzewania samych tylko najbardziej dotkniętych gospodarstw … Przekraczają całkowitą pulę SCF w kilku krajach, w tym w Polsce, Niemczech i na Słowacji. W Polsce oznaczałoby to konieczność stałych dopłat z budżetu krajowego. Liczonych w miliardach euro rocznie. To potężne kowty

Co istotne, SCF nie służy wyłącznie ogrzewaniu. Musi również finansować łagodzenie kosztów transportu, co dodatkowo zmniejsza pulę dostępnych środków na wsparcie gospodarstw domowych. W praktyce oznacza to, że budżet państwa może przez kilka lat „wygładzać” rachunki za gaz i ciepło, ale nie jest w stanie robić tego bezterminowo. ETS2 nie bankrutuje Polski od razu. Ale stopniowo ogranicza pole fiskalnego manewru, szczególnie jeśli ceny emisji dwutlenku węgla będą rosły szybciej niż zakłada dziś Komisja Europejska.

Źródło: Bertelsmann Stifung

Rachunek ekonomiczny bez złudzeń

Jeżeli spojrzeć na ETS2 bez emocji, gaz ziemny w ogrzewaniu gospodarstw domowych okazuje się nie tylko 'problemem ideologicznym’ ale przede wszystkim rachunkowym. Dane z analizy są jednoznaczne: przy cenie 60 EUR/t CO2 gaz w Polsce drożeje średnio o prawie 20%. To wzrost odczuwalny, ale w kategoriach rynku energii nie jest to szok. Nie wiemy jednak ostatecznie na jakich poziomach będą kształtowały się kontrakty za emisję.

Na przykład w latach 2021-2023 ceny gazu dla gospodarstw domowych zmieniały się o kilkadziesiąt procent w krótkich okresach. Nawet bez ETS2. Z tego punktu widzenia ETS2 nie jest głównym czynnikiem ryzyka dla rachunków gazowych. Ale dokłada się do niego znacząco. Kluczowe jest to, co ETS2 robi z perspektywą długoterminową. Niemiecka analiza jasno pokazuje, że ETS2 uderzy w portfele Polaków na niespotykaną skalę… A jeśli zostanie zamortyzowany – uderzy w kondycję finansową państwa polskiego.

Nie ma alternatywy?

Gaz w Polsce jest dziś paliwem masowym: dominuje w miastach, w nowym budownictwie i wśród gospodarstw o średnich dochodach. Jednocześnie nie istnieje szybka, tania i skalowalna alternatywa dla milionów domów jednorodzinnych podłączonych do sieci gazowej. Pompy ciepła w starym budownictwie bez głębokiej termomodernizacji są kosztowne i ryzykowne. Sieci ciepłownicze poza dużymi miastami pozostaną ograniczone jeszcze przez dekady.

ETS2 przy obecnym poziomie cen nie eliminuje gazu ekonomicznie. Przy 60 EUR za tonę CO2 gaz pozostaje tańszy i stabilniejszy niż węgiel… Ndal konkurencyjny wobec wielu alternatyw. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy rynek zaczyna dyskontować przyszłość. Analiza Bertelsman pokazuje, że przy hipotetycznym poziomie 180 EUR za tonę dwutlenku węgla ceny gazu w niektórych krajach Europy Środkowej, w tym w Polsce, mogą wzrosnąć nawet o około 100% względem status quo.

Nie dlatego, że gaz nagle staje się drogi. Koszt regulacyjny zaczyna dominować nad ceną samego surowca. To prawdziwie 'unijny’ absurd. Gospodarstwa domowe, banki i deweloperzy nie wiedzą, czy instalacja gazowa ma sens na 5, 10 czy 20 lat. To prowadzi do wstrzymywania decyzji, nieefektywnych inwestycji i chaotycznej transformacji. Gaz w Polsce nie upadnie szybko, ale problemy będą narastać. Ktokolwiek zaryzykuje całkowite wprowadzenie ETS2 w Polsce, musi liczyć się z kosztem politycznym.