To koniec umów cywilnoprawnych i B2B? Prezydent Nawrocki podpisał kontrowersyjną ustawę o PIP

Prezydent Karol Nawrocki podpisał w dniu dzisiejszym kontrowersyjną ustawę reformującą Państwową Inspekcję Pracy i pozwalającą PIP na zmianę „fikcyjnych” śmieciówek i B2B na umowy o pracę, ale jednocześnie skierował ją do Trybunału Konstytucyjnego w trybie kontroli następczej. Nowe przepisy mają więc wejść ostatecznie do polskiego porządku prawnego, choć już na starcie zostały obciążone zastrzeżeniami prezydenta, który uznał, że część rozwiązań zbyt szeroko ingeruje w relacje między państwem a przedsiębiorcami.

Reforma PIP jednak będzie obowiązującym prawem. Jest podpis prezydenta

Celem ustawy jest wzmocnienie uprawnień Państwowej Inspekcji Pracy wobec przypadków, w których umowy cywilnoprawne albo współpraca na modelu B2B mają „w praktyce cechy stosunku pracy”. Rząd od początku podkreślał, że nie tworzy nowej definicji pracownika, lecz chce skuteczniej egzekwować już obowiązujący art. 22 § 1 Kodeksu pracy, czyli zasadę, zgodnie z którą o stosunku pracy decyduje rzeczywisty sposób wykonywania obowiązków, a nie sama nazwa podpisanej umowy.

W praktyce chodzi o sytuacje, w których ktoś pracuje pod kierownictwem przełożonego, w miejscu i czasie wyznaczonym przez zlecającego, za regularnym wynagrodzeniem i w sposób ciągły, choć formalnie nie ma etatu. Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej przekonuje, że właśnie takie przypadki mają być objęte interwencją inspekcji. Resort zaznacza przy tym, że ustawa nie ma uderzać w rzeczywiście samodzielne zlecenia ani w autentyczne relacje B2B, gdzie istnieje realna niezależność organizacyjna i gospodarcza.

Najbardziej kontrowersyjna część reformy dotyczy możliwości przekształcania wadliwie zawartych umów cywilnoprawnych w umowy o pracę. Ostatecznie ustawodawca odszedł od najostrzejszego wariantu, w którym decyzja inspekcji miałaby działać od razu. Z obecnych założeń wynika, że decyzję o ustaleniu stosunku pracy ma wydawać okręgowy inspektor pracy, a nie pojedynczy kontroler, zaś odwołanie do sądu pracy ma wstrzymywać jej wykonanie do czasu prawomocnego rozstrzygnięcia, chyba że nadany zostanie rygor natychmiastowej wykonalności. Rząd podkreśla też, że pracodawca ma mieć 30 dni na odwołanie, a sprawa ma trafiać na szybszą ścieżkę sądową.

Przeczytaj też jakie przygody mają Polacy z tzw. systemem kaucyjnym:

System kaucyjny mnie zniszczył. To nie jest rozwiązanie dla ludzi

Oraz o cenach maksymalnych na paliwa w Polsce:

Z ostatniej chwili: rząd wprowadził ceny maksymalne na paliwa w Polsce! Od jutra duże obniżki

Organizacje zrzeszające pracodawców protestują

To właśnie ten fragment od miesięcy budził największy opór organizacji pracodawców. Ich argumenta jest następująca: administracyjne ustalanie, że strony łączył stosunek pracy, może wprowadzić niepewność prawną, zwiększyć ryzyko sporów i dać państwu zbyt głęboką ingerencję w sposób organizowania pracy. Krytycy projektu zwracali uwagę także na możliwość powstania chaosu w małych firmach oraz na trudności z oceną sytuacji granicznych, zwłaszcza tam, gdzie obie strony świadomie wybierają inną formę współpracy niż etat. Podobne obawy wybrzmiały również po stronie prezydenta, który uzasadniając decyzję o skierowaniu ustawy do Trybunału Konstytucyjnego, mówił o zbyt szerokich uprawnieniach PIP wobec przedsiębiorców.

Spór nie przebiega jednak według prostego podziału: pracownicy za, biznes przeciw. Rząd i część środowisk pracowniczych od dawna wskazują, że bez mocniejszych narzędzi inspekcja pozostaje w wielu przypadkach bezradna, bo dziś może kwestionować nieprawidłowości, lecz w praktyce często musi kończyć sprawę dopiero w sądzie. Dane samej PIP pokazują, że niepracownicze formy zatrudnienia są obszarem częstych uchybień. Inspekcja informowała, że w latach 2024–2025 przeprowadziła 5,6 tys. kontroli dotyczących przestrzegania przepisów przy świadczeniu usług na kontraktach cywilnoprawnych, obejmujących ponad 62,5 tys. osób.

Jednocześnie część związkowców i ekspertów rynku pracy uważa, że uchwalona wersja reformy została złagodzona tak bardzo, iż zamiast przełomu może przynieść jedynie częściową poprawę. W debacie wraca argument, że dwuetapowa procedura i szerokie możliwości odwoławcze ograniczają siłę nowych przepisów, a bez większej liczby inspektorów i sprawniejszych sądów nawet dobrze napisana ustawa nie zmieni codziennej praktyki na rynku pracy.

Ustawa była konieczna do odblokowania środków z KPO

Chodzi też o pieniądze z Krajowego Planu Odbudowy. Rząd wskazywał, że uchwalenie zmian w PIP jest częścią realizacji tzw. „kamieni milowych” z KPO i ma znaczenie dla odblokowania 11 mld zł unijnych środków. Sprawa więc w zasadzie od początku miała nie tylko wymiar społeczny i prawny, ale i również polityczny i budżetowy. Teraz pozostaje nam już tylko poczekać na decyzję Trybunału Konstytucyjnego.